Przed nami 2016 rok

Przed nami 2016 rok

Za nami burzliwy rok zarówno w polityce, jak i gospodarce światowej, ale strach i chciwość jako dominujące siły u każdego inwestora nie przestaną zmagać się ze sobą i w nowym roku. Zarówno jedna jak i druga strona ma doskonałe pożywki. Zagrożenia czyhają w wielu miejscach, a czy pojawią się nagle zgodnie z teorią Nassima Taleba, czy będą stopniowo destabilizować rynki dziś trudno przewidzieć. Szczególną uwagę należy zwrócić na Rosję. Spadek cen ropy i produktów ropopochodnych spowodował już znaczne osłabienie rubla i problemy systemu bankowego. Dalszy spadek cen ropy naftowej i gazu pogłębi te tendencje. Wydaje się więc, że jedynym wyjściem dla Banku Centralnego i rządu będzie ratowanie resztek systemu bankowego przy pomocy emisji rubla. Efektem ubocznym będzie znaczna dewaluacja, skok inflacji i problemy importerów. Długi dla wielu firm będą coraz trudniejsze do spłaty i mogą powodować bankructwa. Taka sytuacja może doprowadzić do załamania się realnej lokalnej gospodarki a nawet do chaosu, bowiem większość rosyjskich miast jest ściśle związana z tzw. przedsiębiorstwami miastotwórczymi, gdzie duży zakład przemysłowy „żywi” tysiące rosyjskich obywateli. W razie wstrzymania produkcji ludność może znacznie ucierpieć z powodu dużego bezrobocia. W konsekwencji może tam dojść do ulicznych wystąpień tym bardziej, że Rosjanie coraz bardziej odczuwają skutki embarga związanego z aneksją Krymu.

Mówiąc o zagrożeniach nie sposób nie wspomnieć o Chinach. W połowie czerwca zaczęły się poważne spadki na chińskiej giełdzie, które zaalarmowały cały inwestorski świat i wpłynęły negatywnie na giełdy całego świata. Interwencja władz (zawieszenie prawie połowy spółek, zamrożenie nowych debiutów, zakaz sprzedaży akcji) uzdrowiła sytuację, ale czy panika została tylko ugłaskana, czy zamrożona nikt nie wie. Zacieśnienie polityki fiskalnej w USA i w rezultacie umocnienie się dolara historycznie rzecz ujmując działała negatywnie na rynki rozwijające się. Tak też może być i tym razem.

Co prawda tragedia grecka zeszła na dalszy plan dzięki nowym środkom, ale nie oznacza całkowitego uspokojenia sytuacji. Rozważany swego czasu Grexit obecnie nie jest rozpatrywany pomimo – tak właściwie – bankructwa tego kraju. Grecja będąc w strefie euro dalej może straszyć pomimo niewielkiej gospodarki. Gdyby nie to, Grecja po raz kolejny by zbankrutowała i znacząco obniżyła wartość swojej waluty. Przejście na drachmę spowodowałoby zwiększenie konkurencyjności eksportu, który stałby się kuszący dla zagranicy. Długi zapewne udałoby się obciąć, bo są zbyt duże, aby mogły zostać spłacone. Aby odzyskać jakiekolwiek pieniądze od bankruta, wierzyciele mogliby pójść na ustępstwa, jak to było w przypadku Argentyny. Problemem pozostaje to, że większość Greków, jak i grecki rząd, chce pozostać w strefie euro. Nie ma też rozpracowanej ścieżki wyjścia a więc nie ma pewności jak rozwinie się ostatni akt tej tragedii.

Mimo wszystko wobec takich informacji warto patrzeć z optymizmem w przyszłość.

Stany Zjednoczone co prawda podwyższają koszt pieniądza, ale rozumowanie może być takie: skoro podstawowe stopy procentowe rosną, to znaczy, że wzrost gospodarczy przybiera na sile. Dodatkowo wyraźnie zmalała stopa bezrobocia sięgająca 5%. To drugi bardzo wyraźny sygnał poprawy koniunktury. Tak więc warto wykorzystać ten fakt inwestując kapitał w giełdę, która skupia w sobie rosnące spółki. Dzięki temu ceny akcji mogą rosnąć a wraz z nimi zyski tych co w porę zainwestowali. Taki model może trwać do momentu, aż zbyt wysoki koszt pieniądza utrudni ten wzrost. Historycznie rzecz ujmując zawsze mijało kilka miesięcy, aby zmaterializowała się taka sytuacja. Poza tym w USA rok 2016 to rok wyborczy a doświadczenie uczy, że w zdecydowanej większości w latach wyborczych inwestorzy zgarniają zyski. To może się przełożyć na wzrosty cen akcji w krajach UE w tym w Polsce, tym bardziej, że WIG wyraźnie odstaje od europejskich indeksów i najwyższy czas nadrobić zaległości. Sytuacji tej będzie sprzyjać niskie oprocentowanie lokat związane z deflacją oraz niechęć banków do podnoszenia oprocentowania lokat dla klientów banków w przypadku obłożenia uchwalonym już dodatkowym podatkiem od aktywów.

Warto również obserwować ceny surowców a zwłaszcza metali przemysłowych, które spadają od 2011 roku. Możliwe, że już pod koniec roku ceny surowców zaczną piąć się do góry.

Co do złota to przynajmniej na razie w obliczu mocnego dolara mniejszy wpływ na cenę kruszcu będą mieć fundamenty w postaci popytu i podaży złota w formie fizycznej. Pomimo wzrostu zakupów złotej biżuterii w Indiach, inwestorzy ten fakt praktycznie zignorowali. W przypadku słabego zachowania się dolara złoto może być dobrą formą lokaty. Interesująco może wyglądać też inwestycja w akcje producentów złota, bowiem jeśli okaże się, że najgorsze jest już za nami notowania takich spółek mogą znacznie podrożeć.

Natomiast ceny „czarnego złota” z uwagi na duże zapasy, nadwyżkę podaży i wejście na rynek Iranu raczej utrzymają się na podobnym poziomie w przeciągu kolejnych miesięcy.

 

0 komentarzy

Odpowiedz

Chcesz wziąć udział w dyskusji?
Śmiało, napisz coś!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *